Nadchodzące święta skłaniają mnie do refleksji nad życiem i nad… śmiercią. Tą śmiercią w wydaniu organizacyjno-finansowym, czyli śmiercią etatów i firm. Nie wiem czy to prawo wszechświata, ale wszystko ulega przemianie (nic w przyrodzie nie ginie!) więc równie dobrze etat może umrzeć i przemienić się w własną działalność, a własną działalność może „walnąć w kalendarz” i przemienić się w… hmmm. Powody są różne. Ciekawe jednak jakże odmienne. To żarty kiedy próbujemy mówić o bezpiecznej posadzie/etacie – jednak wydaje się (tylko wydaje?) bardziej bezpieczny sposób zarabiania. Może umowa o pracę stwarza takie pozory. Posiadanie firmy z kolei wiąże się z dużo większą niepewnością i przede wszystkim nieubłaganą rzeczywistością z następstwem przyczyna-skutek. Jeżeli oszukujemy się (także mylimy) lub dajemy się oszukiwać to będziemy stratni kasę, a może całą firmę na którą pracowaliśmy kilka lat, a może nawet poprzednie pokolenia. Okazuje się, że liczba bankructw niby nie jest aż tak duża bo ok. 3 firmy dziennie. Jednak jak wniknąć głębiej jest to obraz dużo większej ilości firm i osób z osobistą działalnością gospodarczą, którzy mają większe lub mniejsze kłopoty. Które zresztą „trzeba przetrzymać”. Jak to się jednak dzieje, że w dobrych i złych czasach (tj. koniunkturze gospodarczej) zawsze są tacy, którzy radzą sobie dobrze i są też tacy, którzy sobie nie radzą lub po prostu „tym razem” nie poradzili? Przychodzi mi tu do głowy lektura „Od dobrego do wielkiego” Jima Collinsa, oraz jego poprzednia książka pt. „Wizjonerskie organizacje” które mówią o tym, że istnieją takie firmy, które rosną przez 30 lat oraz odpowiedź na pytanie, jak one to robią, że tak rosną. Przeinspirująca lektura. Chciałby się, żeby każda rodzina tak rosła i rozwijała się. Potwierdza się też tym samym to, czego dowodził Peter Drucker, tzn. osiągnięcia organizacji nie zależą od produktu, okoliczności zewnętrznych, ani branży, zależą przede wszystkim/jedynie(?) od zarządzania. Znamy to od dawna z życia – „Pańskie oko konia tuczy”. Ciekawe, że prawda ta opisana w ww. książkach jest w swej naturze  całkiem odmienna od tego, co z namy z mediów – dlatego tym bardziej polecam te lektury.

Wracając do „upadłości firm”… Badania prowadzone w Polsce nad upadającymi biznesami pokazują, że ich właściciele nie dbają o płynność, zbyt wiele inwestują, nie dbają o własną edukację i podejmują krytyczne decyzje opierając się na własnych i ew. znajomych przekonaniach zamiast na badaniach i doświadczeniach innych przedsiębiorców. Chyba wniosek jest jeden – błędne decyzje oparte o błędnym modelu świata wraz z błędną oceną sytuacji obciążoną naszymi strachami jak też nadziejami. To tak naprawdę daje efekt upadłości. Czyli brak poszanowania dla prawdy i „owijanie w bawełnę”… dla bezpieczeństwa. Taki jest chyba świat korporacji, nie tylko.

Parę lat temu od profesora A. Blikle słyszałem odpowiedź na pytanie: „Po co jest firma? Po co istnieje?”. Padła odpowiedź, może nieco bardziej na potrzeby tamtej chwili, ale jednak: „Firma jest po to żeby trwała”. Przenosi mnie to znowu do porównań z życiem. W naturze życia jest trwanie… dopóki śmierć nie nadejdzie.
Pokazuje to też służebną rolę organizacji, która generuje wartość dla: klientów, akcjonariuszy, pracowników oraz społeczności. A realność tej służebności opiera się na SPRZEDAŻY. Nie wiedzieć czemu jest to pejoratywne określenie dla zbyt wielu osób,  ale czas sobie uświadomić, że w dzisiejszym świecie w zasadzie nic nie możesz zdobyć bez „kupowania” – jeżeli chodzi o rzeczy i rozwiązania (coraz więcej w tym nie-rzeczy czyli wartości niematerialnych).

Nie możesz więc służyć, jeżeli nic nie masz do zaoferowania, niczego co ma wartość i niczego, jeżeli nikt nie może tego dostać od Ciebie. Nie masz też niczego, jeżeli to co dajesz i w sposób jaki dajesz wykańcza Cię.

Zastanów się więc nad kosztami twojego etatu. Być może już czas pójść do przodu i odkryć na nowo co masz do zaoferowania innym. Warto też zwiększyć swoją wartość. Jak pokazuje życie i przykłady sukcesów przeróżnych osób warto rozwijać się i działać. Jak bardzo to popłaca widać to w MLM – w zasadzie jest bezpośrednio sprzężone. Jeżeli rozwój jest prawdziwy i spójny efekty przychodzą bardzo szybko. Dlatego pamiętaj też, że śmierć etatu oznacza… nowe życie.

Badania prowadzone w Polsce nad upadającymi biznesami pokazują, że ich właściciele nie dbają o płynność, zbyt wiele inwestują, nie dbają o własną edukację i podejmują krytyczne decyzje opierając się na własnych i ew. znajomych przekonaniach zamiast na badaniach i doświadczeniach innych przedsiębiorców.

Podziel się z innymi oraz zostaw komentarz :)
  • email