Miałem być obecny osobiście na mediafunLAB ale jakoś tak się porobiło, że jakby potwierdzenie rejestracji gdzieś zaginęło i dodatkowo nie mogłem dojechać na czas. Szczęśliwie wydarzenie było obecne online. Baaaardzo faaajna sprawa.

Podtytułem oficjalnym było „czyli mikroblogi w marketingu i PR”, natomiast nieoficjalnie zastanawiano się nad tym „czy da się zarobić na mikroblogach”. Odpowiedź jest dość jednoznaczna – „jeszcze nie”, ale… No i tu trzeba było być bo to nie do powtórzenia, a po drugie prelekcje były fajne i wartościowe.

Osobiście najbardziej spodobały mi się jedne z pierwszych prelekcji, które nawiązywały do wielotysiącletniej tradycji marketingu i wyższości marketingu nad PRem ;). A tak serio, warto było więc było spojrzeć wstecz.

Uświadomienie sobie, że ludzie handlowali od zawsze przywraca pewien porządek myślenia – jeżeli ktoś ma jakiś „obciążony” stosunek do handlu. Bo czym jest marketing? To zaspokajanie czyichś potrzeb z… jednoczesnym zaspokajaniem swoich potrzeb (czyli z zyskiem). Czyli można to robić ze stratą… Ale jeżeli sobie uświadomimy czym w dawnych czasach była np. karawana i jakie niebezpieczeństwa z tym były związane, oczywistym nam się wyda, że ten swoisty rodzaj służenia innym nie może odbywać bez czerpania satysfakcji i tworzenia warunków dla dalszego rozwoju działalności. Słowem zysk musi być. Zawsze też dochodziło do wymiany, najpierw barterowej, potem towarowo-pieniężnej. Potem weszła masowa produkcja, nastąpił rozwój konkurencji i… taniość wraz z jej tandetnością (tutaj tylko mówię, nie oceniam, choć nie lubię tandety… bardzo).  I tak po raz kolejny rzeczywistość zatoczyła koło ponieważ znowu wszystko jest na sprzedaż i każdy może na tym/swym internetowym straganie zarobić, kto w sprzedaży dopomoże. Bo narzędzi i sposobów jest też coraz więcej. Jak bardzo pomogą w tym mikroblogi? Czas pokaże. Pierwsze eksperymenty trwają.

Podziel się z innymi oraz zostaw komentarz :)
  • email